Hmmm, albo od strony prelegenta nie było tak różowo, albo byliśmy na innej imprezie :-)
(+) sesje - wszystkie, na których byłem, były ok, a inne ponoć też wymiatały (minus nieliczne wyjątki)
(+) obiadki dla VIP-ów (bez tłoku)
(+) kanapki, ciastka, woda
(-) obiadki dla VIP-ów (!!!) - trzeba było zejść do Kinoteki i zapomnieć o oglądaniu Speaker Idola...
(-) brak plecaków dla prelegentów i ATE (sic!)
(-) brak wstępu na sesje dla prelegentów i ATE z braku miejsc (nie mogliśmy układać harmonogramów, więc nie było nas na żadnej liście)
(-) personel (nikt nie wiedział, gdzie jest sala dla prelegentów; dwie hostessy per korytarz; przy rejestracji Panie były tak niezorientowane, co mi trzeba dać, że musiałem im sam pokazywać palcem; ktoś ponoć rozdał koszulki ATE uczestnikom konferencji pierwszego dnia; personel techniczny zadzwonił dwie godziny po mojej sesji z pytaniem, czy chcę przetestować laptopa z rzutnikiem...)
(-) logistyka obiadu i dystrybutorów Pepsi 1. dnia (2 lata temu było o niebo łatwiej zdobyć jedzonko i jakiś "odrdzewiacz")
(-) zmiany w programie Speaker Idola (ogólnie przeniesienie finału do Kongresowej to dobry pomysł, ale ja akurat znając pierwotny plan konferencji się nie wybierałem na sesję końcową i dlatego nie zobaczyłem finału...)
(-) fatalna jakość ankiet (lepsze pytania układają studenci u mojej żony na zajęciach) - brak możliwości napisania, co należy zmienić i poprawić
(-) konkurs na wypełnianie ankiet - nieprzemyślana akcja ad-hoc w odpowiedzi na mały feedback ludzi, czy tylko ja to tak odebrałem?
(-)... jeszcze parę małych rzeczy, o których szkoda tu pisać
To jak, nadal nic dodać, nic ująć? ;-) A co do porównywania z Orlando czy Barceloną, to naprawdę nie ta liga (zobacz, jak wygląda lunch w Barcelonie, a jak w Warszawie). Bliżej do Techeda miał IMHO MTS 2006. Ale to tylko moje subiektywne zdanie wiecznego malkontenta.
--
Pozdrawiam
Paweł Potasiński
[ PLSSUG ] | [ mój blog ]
|