Nie ma sensu pytać go, dlaczego oprogramowanie w Polsce jest drogie – sugerował przed spotkaniem Jacek Myrcha z polskiego oddziału Microsoft, dodając że Bill Gates bieżącą działalnością firmy praktycznie się nie zajmuje. I choć prawdopodobnie mógłby w tym zakresie niejedno, uczestnicy tego wyjątkowego spotkania – na którym garnitury zastąpiły koszulki promujące ideę organizacji w Polsce finału ImagineCup – zgodzili się, że istnieją znacznie ciekawsze pytania, które możnaby zadać założycielowi i głównemu architektowi oprogramowania firmy Microsoft. Co nie znaczy, że Bill wyszedł na tym lepiej...
Trzymając się jednak chronologii, wypada zauważyć że spotkanie zaczęło się wyjątkowo punktualnie. Jego uczestnicy zostali poproszeni o wcześniejsze przybycie do znajdującego się tuż obok pałacu prezydenckiego hotelu Bristol i trzeba przyznać, że precyzji organizacyjnej nie powstydziłby się producent szwajcarskich zegarków. Pierwsze wrażenie, jakie Gates wywarł na większości znajdujących się w kameralnej salce konferencyjnej, było dość mieszane – ze wzajemnością. Uczestnicy w późniejszych relacjach zeznawali, że spodziewali się kogoś wyższego, Bill z kolei był już wyraźnie zmęczony perspektywą kolejnego kilkuminutowego przemówienia opartego na standardowym zestawie obowiązkowych punktów. Nie da się jednak zaprzeczyć, że mimo wątłej postury, zmierzwionych włosów i wstępu podyktowanego koniecznością, jego osobowość jest niezwykle charyzmatyczna i kiedy ten człowiek mówi – ludzie słuchają. Gdy tylko tym krótkim formalnościom stało się więc zadość, przyszedł czas na luźną i niezwykle interesującą rozmowę.
Trzeba zaznaczyć, że treść spotkania nie była przez firmę Microsoft „ustawiona”. Uczestnicy mieli wolną rękę w zadawaniu pytań i dość szybko docenił ten fakt także i Bill, który już po pierwszym pytaniu zorientował się że nie czeka go jeszcze jedna, nudna konferencja prasowa. Bardzo szybko dostosował się do atmosfery i widać było, że z każdym kolejnym słowem jego wiedza, doświadczenie i olbrzymia pasja stają się wręcz onieśmielające.
Uczestnicy spotkania – przedstawiciele polskich społeczności specjalistów IT, w tym polscy MVP – nie dali się jednak zastraszyć, mimo że na taką ewentualność prowadzący spotkanie Jacek Myrcha był ewidentnie przygotowany. Udało nam się spytać Billa o CLR dla platform innych niż Windows (nie zgadniecie – Microsoft tym się nie zajmie, choć wie o wysiłkach innych producentów i uznaje ich prawo do konkurowania na tym polu), o perspektywy sztucznej inteligencji (Microsoft wydaje na takie badania najwięcej spośród firm komercyjnych, jednak póki co prace mają na celu nie tyle szukanie przełomu, ile praktyczne zastosowanie istniejących teorii do takich rzeczy jak rozpoznawanie mowy czy wzorców; przy okazji, Bill zainteresowanym AI polecił książkę, której tytuł i autora przekażemy jak tylko wyizolujemy go z nagrania rozmowy). Pytaliśmy też o to, dlaczego – mimo że od jego pamiętnych deklaracji z Davos minęły już dwa lata – problem spamu dalej pozostaje nierozwiązany (odpowiednie mechanizmy już są, brak tylko wystarczającej skali ich adopcji). Ta sielanka trwała do czasu, gdy Maciek Pilecki - MVP z zakresu SQL Server - zadał pytanie o cenzurę w Chinach. Wszyscy zamarli, Bill jednak miał gotową odpowiedz – chcąc robić interesy w jakimś kraju, firma musi przestrzegać jego lokalnych praw. Jeśli chcemy sprzedać produkt w Niemczech, musimy liczyć się z tym że nie może on propagować idei nazistowskich, jeśli chcemy sprzedać produkt w Chinach, musimy respektować decyzje lokalnych władz. Bill zapewnił jednak, że firma Microsoft jest naturalnie ogromnym adwokatem wolności słowa i cała „sprawa chińska” sprowadza się do balansu – lepiej, gdy dostarczymy im oprogramowanie które umożliwi ograniczony, jednak mimo cenzury funkcjonujący dostęp do zakazanych treści, czy też może lepiej jeśli pozwolimy państwu chińskiemu stworzyć izolowany, niekompatybilny z resztą świata intranet, gdzie nie będzie nawet czego blokować? Bill wyraził przekonanie, że wszelkie wysiłki zmierzające do cenzurowania Internetu są na dłuższą metę skazane na porażkę, dlatego też nie demonizuje tego problemu. Jako ciekawostkę dodał, że Microsoft dotychczasowe jedyne dwa przypadki ograniczenia dostępu chińskich użytkowników do zarządzanych przez siebie treści opóźniał tak długo, jak było to możliwe - by znajdująca się w tym czasie na świeczniku witryna rozeszła się w możliwie dużym nakładzie.
Padły też pytania bardziej osobiste, przykładowo jak radzi sobie z otaczającą go popularnością (stara się nie zwracać na nią uwagi i zaryzykował stwierdzenie, że 80% jego czasu to całkiem zwyczajne, zważywszy na stan posiadania, życie – w domu rodzina goni go z naczyniami, w pracy spotyka się z ludźmi którzy nie traktują go w sposób szczególny i jedynie 20% czasu spędzanego na podróżach to chwile pod tym względem wyjątkowe) oraz jak wspomina pamiętnego bluescreena wywołanego podłączeniem urządzenia USB w trakcie prezentacji („ja tam stałem obok, ale gość który robił demonstracje do tej pory ma dzięki temu ksywkę”).
Spotkanie upłynęło w wyjątkowo sympatycznej atmosferze, w której Bill dał się poznać z nieco innej strony, niż mamy zazwyczaj okazję oglądać go w mediach. Całe spotkanie zostało zarejestrowane i gdy zapis wideo przejdzie odpowiednią obróbkę, podzielimy się nim z Wami – będziecie mieli okazję usłyszeć odpowiedzi na wszystkie pytania z pierwszej ręki.
Aktualizacja – dostępne są już zdjęcia oraz zapis wideo z całego spotkania.